Jak wynika z sondażu SMG/KRC na zlecenie DZIENNIKA, gdyby wybory odbywały się dzisiaj, na Platformę zagłosowałoby 10 procent Polaków więcej niż 21 października. Na konkurencyjne PiS - o dziesięć procent mniej, niż wynosił wyborczy wynik partii Jarosława Kaczyńskiego. Pozostali nadal się nie liczą.

A więc fala wciąż niesie Tuska. Czy wystarczy, by donieść premiera do wyborów prezydenckich? Po raz pierwszy od utworzenia nowego gabinetu zapytaliśmy Polaków o ich stosunek do prezydenckich marzeń premiera. Na razie są one bardzo realne. Prawie połowa pytanych stwierdziła, że dziś zagłosowałaby na Tuska w wyborach prezydenckich.

"To bardzo dużo, ale po pierwsze te wybory są dopiero za dwa lata, a po drugie to mniej, niż popiera dziś PO" - ocenia politolog doktor Jarosław Flis.

Na razie jednak nie widać, by poza Lechem Kaczyńskim ktoś mógł podjąć rywalizację z Tuskiem. Słabość opozycji widać bowiem w odpowiedziach na inne ważne pytanie, jakie zadaliśmy Polakom: który z polityków odegra oprócz premiera i prezydenta dużą rolę w roku 2008? I tu zaskoczenie. Bo prezes PiS Jarosław Kaczyński, lider drugiej po PO siły w Sejmie, znalazł się dopiero na drugim miejscu - za szefem koalicyjnego PSL, wicepremierem Waldemarem Pawlakiem.

Można z tego wysnuć wniosek, że Polacy nie widzą na razie w byłym premierze i jego nękanej kryzysem wewnętrznym partii energii pozwalającej na realne przeciwstawienie się nowemu rządowi. "Bo Jarosław Kaczyński jest dziś politykiem archaicznym, a jego tezy przestały być rozumiane przez szerokie masy" - komentuje Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją z PO. Radość polityków Platformy studzi Ryszard Kalisz z LiD: "To wszystko jeszcze premia dla Tuska - zwycięzcy wyborów" - mówi.

Na razie przed premierem bieżące wyzwania, w tym relacje państwo - Kościół. I tu też dobre wiadomości dla Tuska. Polityka ostrożnego dystansu prowadzona przez ministrów jego rządu ma mocną akceptację Polaków. W niechęci do wprowadzenia matury z religii premier może liczyć na poparcie ponad połowy Polaków. I aż 72 na 100 Polaków chce, by pomimo sprzeciwu Kościoła państwo refundowało zabiegi sztucznego zapłodnienia in vitro.

"Debatę o relacjach państwo - Kościół Polska ma jeszcze przed sobą. Ale Tusk może wbrew pozorom sporo na niej zyskać, bo jego wyborcy są raczej liberalni, opowiadający się za rozdziałem Kościoła od państwa" - uważa politolog dr Radosław Markowski.