Ewa Stankiewicz, dziennikarka "Gazety Polskiej Codziennie", chciała porozmawiać z parlamentarzystą Platformy Obywatelskiej. Podeszła do niego z kamerą w dłoni. Stefan Niesiołowski był wyraźnie zdenerwowany. Gdy przedstawiła się i zadała pytanie, odparł, że nie będzie z nią rozmawiał i zabronił się nagrywać.

To jest pani od tego filmu Solidarni, od tego PiS-owskiego paskudztwa, tak? - pytał Niesiołowski.

Nie jestem od Pospieszalskiego, mam osobne imię i nazwisko. I nie PiS-owskiego paskudztwa, tylko dokumentu - odparła Stankiewicz.

Niesiołowski odparł, żeby poszła do PiS-u i zagroził, że jeśli nie przestanie go nagrywać, rozbije jej kamerę. Potem gwałtownie próbował zasłonić obiektyw i rzucił parokrotnie: Won stąd!

Zobacz zachowanie posła Niesiołowskiego:

http://youtu.be/rxTVzzmo8tw

Poseł PO tłumaczył się z tego incydentu następnego dnia, w sobotę.

Mało mi zębów nie wybiła tą kamerą - mówił Stefan Niesiołowski w TVN24. - Prosiłem, żeby odeszła, żeby sobie poszła. Była jak głucha, jak grochem o ścianę - argumentował parlamentarzysta, usprawiedliwiając swoją reakcję.

Odsunąłem kamerę grzecznie - stwierdził poseł Niesiołowski.