Chodzi o felieton z marca 2011 r. ówczesnego redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" Pawła Lisickiego. W dodatku "Plus Minus", w artykule , napisał on m.in., że
Niesiołowski poczuł się urażony tymi słowami i pozwał gazetę o ochronę dóbr osobistych. - mówił na sierpniowej rozprawie. Nie żądał przeprosin, a jedynie 10 tys. zł zadośćuczynienia, co, jego zdaniem, . Przeprosin nie chciał, bo - jak tłumaczył wtedy PAP - "Rz" już w przeszłości publikowała takie po przegranych procesach, ale sens przeprosin unicestwiała, publikując obok swój komentarz.
Pozwany wydawca "Rz", wnosząc o oddalenie pozwu, przekonywał, że nieporozumieniem jest odbieranie publikacji wprost - jako mającej na celu poniżanie, a sformułowania o smyczy i ujadaniu mają charakter "idiomatyczny".
Na tym stanowisku stanął we wtorek sąd, oddalając powództwo. Mocą wyroku Niesiołowski ma też wpłacić pozwanym 1,2 tys. zł tytułem zwrotu kosztów adwokackich.
I - wyjaśniała w ustnych motywach rozstrzygnięcia sędzia Małgorzata Borkowska, zaznaczając, że w żadnym razie nie można tego rozumieć jako porównania do psa. Jak podkreśliła, dziennikarz użył tych słów w felietonie - specyficznym gatunku dziennikarskim, cechującym się lekkim językiem i możliwością wyrażania w nim osobistych poglądów, nawet w ostrej, przesadzonej formie.
Według sądu nie bez znaczenia jest również, że sam Niesiołowski jest znany z ostrego, czy wręcz napastliwego względem innych, języka. "+Ja tę małpiarnię widziałem+, +Pan Bóg tak stworzył kurczaki, że są inteligentniejsze od kaczek+" - cytowała jego wypowiedzi sędzia Borkowska, dodając, że "sąd zna też z urzędu wypowiedzi posła Niesiołowskiego do dziennikarki Ewy Stankiewicz".
WNiesiołowski - zakończył sąd, powołując się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Wtorkowy wyrok jest nieprawomocny i można się od niego odwołać do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Nie wiadomo, czy Niesiołowski to uczyni - we wtorek w sądzie nie było ani posła, ani nikogo w jego imieniu.