Kandydaci mieli nierówne szanse, bo Waldemar Pawlak startował z pozycji prezesa partii, ministra gospodarki i wicepremiera. Janusz Piechociński zgłosił półtora roku temu, że będzie startował, wykonał olbrzymią pracę. Myślę, że trochę to prezes Pawlak zlekceważył - stwierdził Stanisław Żelichowski z PSL w Radiu ZET.

Reklama

Jego zdaniem Piechociński nie ma wyjścia i musi wejść do rządu, na miejsce Pawlaka. Prowadząca rozmowę Monika Olejnik przypomniała jednak, że nowy prezes ludowców nie chce wejść do rządu.

A kto chce wejść do rządu? - odpowiedział pytaniem Stanisław Żelichowski, wywołując salwę śmiechu w studiu.

Inni z zaproszonych do Radia ZET gości równie chętnie komentowali zmianę u sterów w PSL.

Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski uważa, że to sensacja. - Pytanie, czy to będzie brzemienne w skutki. Waldemar Pawlak zapłacił wysoką cenę za zadawanie się z Platformą, milczenie w wielu sprawach, traktowanie "per noga" publicznie, kiedy premier Tusk wprowadzał projekty nieuzgodnione z koalicjantem - uważa Cymański.

Piechociński wykonał olbrzymią robotę w terenie, a Pawlak zaspał i nie docenił przeciwnika - dodał Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota. - Ale koalicja się nie rozsypie, bo PSL ma zbyt wiele interesów w tym, żeby trwać w te koalicji - zastrzegł od razu. Przypomniał, że partia ludowców ma kłopoty finansowe i tysiące miejsc pracy w urzędach w całej Polsce obsadzonych swoimi ludźmi.

Zdaniem Marka Siwca, europosła SLD, bohaterem tej politycznej roszady jest Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości z PO. Wspomniał konflikt między Pawlakiem a Gowinem, dotyczący reorganizacji i likwidacji kilkudziesięciu sądów rejonowych.

Chciał wypróbować siłę PSL w sprawie sądów. Od premiera poszedł sygnał do PSL, że i tak zrobimy swoje. Sposób aroganckiego potraktowania sojuszniczej partii był wyjątkowo demonstracyjny - przekonywał Siwiec.

Czy premier przyjmie dymisję wicepremiera i ministra gospodarki? - dopytywała Monika Olejnik europosła Platformy, Jacka Protasiewicza.

Nie sposób zatrzymać pana premiera Pawlaka, jeśli będzie trwał w swoim postanowieniu - odparł Protasiewicz.