Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezydent żąda raportu o katastrofie

26 stycznia 2008, 13:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Lech Kaczyński domaga się od rządu raportu na temat katastrofy samolotu wojskowego. W imieniu prezydenta wystąpiło o niego Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Prezydent ma też pretensje do rządu o to, że za późno powiadomiono go o katastrofie pod Mirosławcem.

Lech Kaczyński chce się dowiedzieć między innymi, dlaczego po katastrofie wojsko podawało rozbieżne informacje co do liczby pasażerów, a później liczby ofiar. Samolot CASA rozbił się w środę o godz. 19.07. Prezydent wylatywał z Warszawy o 20.15 i jak twierdzi jeden z jego ministrów, Robert Draba, do chwili odlotu nic nie wiedział o tragedii. Usłyszał o niej dopiero po wylądowaniu na lotnisku w Zagrzebiu.

"To jest niebywałe, żeby godzinę po zdarzeniu prezydent nie miał tej wiedzy, bo prezydenta nie poinformowano i prezydent poleciał do Chorwacji i następnie w Chorwacji się dowiedział i przerywał wizytę. Gdyby prezydent miał tę wiedzę w czasie wylotu, do Chorwacji by nie wyleciał" - powiedział Draba w radiowej Trójce.

Według ministra, informacje o katastrofie niemal natychmiast miało Ministerstwo Obrony Narodowej, które bezzwłocznie powinno przekazać je Kancelarii Prezydenta. "Jeżeli Kancelaria Prezydenta przez godzinę nie wiedziała o tak poważnym wypadku, to jest to skandal" - dodał Draba. W jego opinii, sprawę tę trzeba będzie wyjaśnić.

Dzwoniliśmy do oficerów Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ale nikt nie odbierał telefonów - tłumaczy się w specjalnym komunikacie Ministerstwo Obrony Narodowej. Ostatecznie BBN dostało informację o katastrofie po godzinie 20, ale wszystkie procedury zostały dochowane - podaje MON.

"Takie informacje powinny być bezpośrednio przekazywane prezydentowi RP, bez szukania dodatkowych ogniw. Rozmawiałem już z szefem sztabu generalnego generałem Franciszkiem Gągorem i ustaliliśmy, że sprawdzimy bilingi, także pracowników BBN. Jeśli były w tym wypadku podjęte jakieś błędne decyzje, to będą wyciągnięte konsekwencje" - powiedział generał Roman Polko, zastępca szefa BBN.

Poseł Ryszard Kalisz (LiD) przypomniał, że gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, to istniał system informowania o tego typu sytuacjach. "Informacja docierała do prezydenta bardzo szybko, najszybciej przez szefa kancelarii bądź przez oficera dyżurnego. Ten system powinien działać" - powiedział. Dodał, że system taki działał za wszystkich rządów.

Według Kalisza, oficerowie dyżurni w Kancelarii Prezydenta czy w odpowiednich resortach pracują całą dobę, mają ze sobą łączność. "Tego rodzaju informacje powinny do prezydenta spływać w minutę, dwie" - stwierdził poseł.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj