Inne / MilonREPORTER
Reklama

p



Na dołączonym zdjęciu można zobaczyć niewielki szczątek polakierowanego na czerwono tworzywa sztucznego, który rzeczywiście może być fragmentem zderzaka. To niepowtarzalna okazja - zachwalał wystawca podkreślając, że część pochodzi ze spalonej modeny.

Jeśli słyszy się "spalone ferrari modena", na myśl od razu przychodzi auto, którym rozbił się w Warszawie dziennikarz motoryzacyjny Maciej Zientarski, a dziennikarz Jarosław Zabiega zginął na miejscu. W opisie aukcji nie ma nigdzie nazwiska Zientarskiego, ale ile ferrari modena 360 z 2004 roku jeździ po Polsce i ile z nich się spaliło? Skojarzenia nasuwają się same.

Tuż po lutowej tragedii, w miejscu wypadku, zaroiło się zresztą od hien, które poszukiwały części modeny. Niestety, nie udało nam się potwierdzić autentyczności zderzaka, bo jego właściciel nie odbiera telefonu.

Sama aukcja nie cieszyła się powodzeniem, bo zanim o niej napisaliśmy, na stronę sprzedającego weszło do godziny 14 zaledwie 250 ciekawskich. Po naszej publikacji liczba ta drastycznie wzrosła, a do licytacji zaczęli się przyłączać pierwsi chętni. Wieczorem, tuż przed zakończeniem aukcji, liczba zainteresowanych wyniosła ponad 41 tysięcy, a wylicytowana stawka osiągnęła - bagatela - 405 złotych!



Allegro nie zareaguje, bo "aukcja nie odnosi się do wypadku"

Allegro nie chciało usunąć tej aukcji, gdyż - jak odpisał nam rzecznik portalu, Bartek Szambelan - "aukcja, o której mowa, w żaden sposób nie sugeruje ani nie odnosi się do tragicznego wypadku".

"Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z fragmentem spalonego samochodu po warszwskim wypadku - jest to naganne moralnie. Jednak z naszej strony nie mamy żadnych podstaw, aby sądzić, że jest to rzeczywiście część auta Maćka Zientarskiego, dlatego oferta nie będzie usunięta" - napisał rzecznik Allegro.